Ostatni raport OECD dotyczący systemów emerytalnych na świecie dla Polski jest wręcz dramatyczny. Wynika z niego, że obecni 20-latkowie w Polsce na starość mogą otrzymać jedynie 38,6 proc. ich ostatniej pensji netto. Polska będzie jednym z najszybciej wyludniających się państw świata. W rezultacie około 2060 r większość naszych obywateli będzie miała więcej niż 50 lat i mało kto będzie w stanie pracować na emerytury kolejnych pokoleń. Możemy się więc cieszyć ostatnim rokiem, kiedy demografowie prognozowali, że urodzi się 346 tys. dzieci, a urodziło się 403 tys. W demografii bowiem nadzieja.

Tzw. stopa zastąpienia to relacja wysokości pierwszej wypłaconej emerytury do ostatniego otrzymanego wynagrodzenia. Według analityków OECD szacunkowa stopa zastąpienia w Polsce dla dzisiejszych 20-latków stoi na dramatycznie niskim poziomie 38,6 proc. Gorzej może być tylko w Meksyku, gdzie będzie ona wynosiła 29,6 proc. Podczas gdy średnia wartość stopy zastąpienia dla dzisiejszych 20-latków we wszystkich państw OECD wynosi 69,1 proc.
Dzieje się tak za sprawą demografii i migracji. W ostatnich latach z Polski wyjechała duża grupa ludzi w tzw. wieku produkcyjnym, którzy mogliby „pracować” na emerytury osób starszych. Ich miejsce dziś zajmują pracownicy z Ukrainy więc „luka” produkcyjna została przynajmniej tymczasowo zasypana.
Jeszcze większym problemem jest demografia i dzietność. Z roku na rok rodziło się w Polsce coraz mniej dzieci. Oficjalne prognozy GUS z 2014 roku wskazywały, że w 2017 roku urodzi się w naszym kraju już tylko 346 tys. dzieci. Szczęśliwie, sytuacja nieco się poprawiła i zamiast spodziewanych 346 tys. urodziło się 403 tys. dzieci. Niemniej i tak daleko nam do wyników urodzeń z lat 80. poprzedniego stulecia, kiedy to w Polsce rocznie rodziło się 600-700 tys. dzieci.
Niedobrym efektem zmian struktury demograficzno-migracyjnej może być właśnie owa niska stopa zastąpienia. Jeśli dzietność nie wzrośnie, a migracja pracowników ze Wschodu nie będzie czymś trwałym, czekają nas naprawdę głodowe emerytury.