Motoryzacyjny świat spogląda na Teslę, która chce wkrótce zaprezentować elektryczną ciężarówkę.

Również rodzimy rynek nie śpi, bo coraz śmielej poczyna sobie na nim Ursus. Firma miała dobre wyniki kwartalne i jeszcze raz podkreśliła, że elektryczne pojazdy są dla niej ważnym kierunkiem rozwoju. Taki właśnie dostawczak Ursus chce produkować już w drugim kwartale przyszłego roku.

Ursus zyskał na giełdzie, do czego przyczynił się dobry wynik kwartalny. Firma zarobiła od lipca do września ponad trzy miliony złotych. Suma może i nie jest taka wielka, ale w analogicznym okresie ubiegłego roku zanotowano stratę, więc można mówić o poprawie. Poważnie wzrosły też przychody ze sprzedaży. Z ponad 203 mln zł do ponad 231 mln zł. Największa w tym zasługa segmentu ciągników, ale firma podkreśliła, że dobry wpływ na wyniki miała też m.in. realizacja przetargów przez konsorcjum Ursus Bus.

Ursus poinformował, że ma już zamówienia na 2018 r. na dostawę elektrycznych autobusów o wartości 180 mln zł. Inwestorów nie trzeba było długo namawiać, a akcje firmy podrożały. Prezes Karol Zarajczyk powiedział, że przedsiębiorstwo inwestuje w rozwój, a w opracowaniu są nowe projekty – m.in. wykorzystanie wodoru jako paliwa dla autobusów.

Segment autobusów jest stale rozwijany, a spore nadzieje wiązane są również z projektem ELVI. Tę maszynę zaprezentowano po raz pierwszy za naszą zachodnią granicą. Wtedy jeszcze nie precyzowano, kiedy mogłaby trafić do produkcji i na rynek. Teraz sprawa zaczyna się wyjaśniać. Jeśli nie będzie żadnych niespodzianek, to produkcja seryjna pojazdu może ruszyć już w drugim kwartale przyszłego roku. Taki termin zapowiada m.in. Karol Zarajczyk: -Prace znajdują się w końcowej fazie. W najbliższym czasie przekażemy pierwsze modele Poczcie Polskiej, która w naturalnych warunkach, w ruchu ulicznym przetestuje zbudowany przez nas pojazd – powiedział.

Poczta Polska może być dużym i ważnym klientem, ale nie zamyka ona tematu. Od premiery Ursus podkreśla, że kompaktowy dostawczak adresowany jest do różnych firm i zostanie przedstawiony przynajmniej w kilku wariantach: od otwartej skrzyni, przez kontener, po chłodnię. Mogłyby z niego korzystać firmy gastronomiczne i komunalne, hotele i kurierzy. Po prostu sporo firm, które działają w mieście.
W elektrycznym dostawczaku jest kabina dla trzech osób. Jego wysokość umożliwia wjazd na parkingi podziemne, waży 3,5 tony i ma ładowność 1100 kg. Może jeździć z maksymalną prędkością 100 km na godzinę i ma zasięg 150 km przy jednym pełnym doładowaniu. Tu pojawia się problem, bo wiele osób stwierdzi, że to nie wystarczy, zwłaszcza w biznesie. Ursus zapewnia jednak, że zagwarantuje maszynie opcję szybkiego ładowania akumulatorów do 90% w ciągu kwadransa. Pytanie tylko, kiedy powstanie odpowiednia sieć ładowarek dla takich pojazdów.
Na razie nie określono, ile będzie kosztował ten pojazd, ale kiedy odbędzie się jego polska premiera, może przyniesie ona więcej informacji.
Gdyby więc Ursus dotrzymał terminu i w nie spotkałyby go żadne przykre niespodzianki, to ELVI rzeczywiście może zacząć jeździć po polskich ulicach. Może też w końcu wystartuje ta elektryczna rewolucja na drogach…